Zaloguj się lub Zarejestruj za darmo

Morrowind

"Każde wydarzenie poprzedza Przepowiednia.
Ale bez Bohatera nie może być wydarzenia"

Zarin Artełas Król - Cień

W ostatnich latach Trzeciej Ery Tamriel, więzień zrodzony pewnego dnia z nieznanych rodziców został wysłany pod strażą, bez słowa wyjaśnienia do Morrowind, nie świadom roli, jaką odegra w dziejach tej krainy...

Prolog

Ciemność? Tajemniczy głos przemawia do mnie z oddali, odbijając się echem po mym wycieńczonym umyśle; przybliżając nieznane mi dotąd magiczne obrazy? dziwną krainę... Magiczny kobiecy głos wypełniał me wnętrze. Czułem, że nie rozumiem tych cichych słów, jednak im obraz ukazywał się wyraźniej, ów dźwięk stawał się donośniejszy?

?Powieźli Cię z więzienia Cesarskiego Miasta? Najpierw lądem, teraz morzem? Na wschód do Morrowind?Nie obawiaj się, bo Ja czuwam? jesteś wybrańcem? ?.

Nagle głos umilkł? tajemnicze obrazy straciły swój czerwony wygląd, ukazując teraz burzę? Szybko przypomniałem sobie wszystko, co mnie ostatnimi czasy spotkało. Gdy byłem już w pełni świadom, że jestem na okręcie, próbowałem otworzyć oczy. Obraz stał się ostrzejszy i przypomniał nagle wszystko. Nie wiem, czemu wysłano mnie w to dziwne miejsce, ani czym była ta tajemnicza wizja. Lęk przed niewyjaśnionymi obrazami powoli rósł przyprawiając mnie o dreszcze?

Zrobiło się nagle strasznie zimno. Na pokładzie słychać było dźwięki burzy. Najwyraźniej panował na morzu sztorm. Nie chcąc wracać do ponurej rzeczywistości, zacisnąłem ponownie powieki z nadzieją, że wizja powróci, wyjaśni tajemnicze widoki gór, dolin sekretnej krainy? Zasnąłem?

Ktoś dotknął mego ramienia. ?Zbudź się!? dobiegał z bliska spokojny, ochrypły głos? Otworzyłem oczy, by spojrzeć na ciemnoskórą, czerwonooką postać klęczącą nade mną. Trudno było oczom przywyknąć do światła? W uszach jeszcze dudniły odgłosy burzy, wyobraziłem sobie krople deszczu padające na morze i jasne błyskawice na niebie?

?Jesteśmy na miejscu, czemu drżysz? Nic ci nie jest? Zbudź się!??

Otworzywszy oczy zorientowałem się, że pod pokładem jest dosyć widno? Przyjrzałem się postaci, która do ciebie przemawiała? Ciemnoskóry mężczyzna stał nade mną i przyglądał mi się z wyraźnym niepokojem. Jeszcze raz umysł przesunął obrazy owej wizji. A może? tylko snu?

Mimo obolałych kości, postanowiłem wstać. Pod pokładem panowała cisza, słychać było jedynie fale uderzające o burtę statku. Z trudem powstałem na nogi, gdy zorientowałem się, że owa postać ma straszną bliznę, przebiegającą wzdłuż prawej części twarzy. Prawe oko postaci, przez które przebiegała było przymrużone? jakby bez życia, drugie zaś spoglądało na mnie badawczym spojrzeniem, najwyraźniej czekając na jakąś reakcję z mojej strony. Przyjrzawszy się mu dokładnie, dostrzegłem w jego długich, spiczastych uszach złote kolczyki. Osobnik był nagi do pasa, jego skóra była ciemno-szara, błyszcząca w świetle latarni zawieszonej nad naszymi głowami; na sobie miał spodnie khaki?

Gdy stałem już na nogach, poczułem jakby chaos w umyśle, kręciło mi się przez chwilę w głowie, zdałem sobie nagle sprawę, że postać stojąca przede mną zaczyna coś mówić. Czułem, że głowa mi zaraz pęknie, osunąłem się więc na kolana, gdy zobaczyłem, że ciemnoskóry elf podaje mi bukłak z wodą. Skąd go miał? Napiłem się wody z manierki i poczułem siły powracające do mnie. Głowa przestała już boleć, najwyraźniej czysta woda przywróciła mi również jasność umysłu. Odłożyłem butelkę na dużą skrzynię z ładunkiem stojącą obok mnie. Mogłem teraz się dokładnie rozejrzeć po całym pomieszczeniu? Znajdowałem się w małym magazynie, w którym stały dwie duże skrzynie i kilka beczek, najprawdopodobniej z prowiantem dla załogi. W ładowni były porozwieszane hamaki, przywiązane do drewnianych pali wzdłuż ścian.

- No już, wstawaj! ? wyrwał mnie z zadumy ochrypły głos ciemnego elfa. Spojrzałem, lekko zaskoczony na niego; otworzyłem usta, by powiedzieć mu o owym śnie, ale się powstrzymałem? Postać jakby przewidziała moje zamiary i rzekła ? W porządku. Coś ci się śniło. Jak się nazywasz?

Wstałem znów na nogi, tym razem głowa już nie bolała jak kilka chwil temu. Co będzie gdy mu powiem me imię? Żyję przecież na nowo? na nowo od momentu aresztowania? jestem jako nowy człowiek, zupełnie odrodzony. Poprzednie imię nie ma już znaczenia, może ktoś o nim w tej krainie słyszał? Pomyślałem sobie, że lepiej nie wracać do bolesnej przeszłości i od tego momentu nazwać się inaczej ? nowe życie, nowe imię. Spojrzałem znów na ciemnego elfa ? Talven? zwę się Talven?

Czerwonooka postać, widać niezbyt się zainteresowała mym imieniem. Elf odchrząknął i oparł się lekko o ścianę.

- Cóż, nawet ta okropna burza nie mogła cię obudzić. Podobno dopłynęliśmy do Morrowind. Teraz pewnie nas wypuszczą. ? Po raz pierwszy od momentu rozpoczęcia tej okrętowej podróży, zadałem sobie pytanie ?co On właściwie robi na tym statku??, ale postanowiłem się o to nie pytać, gdyż dosłyszałem z oddali dobiegający odgłos czyichś kroków. Ciemny elf wyjrzał powoli zza krawędzi ściany? Cicho! Idzie strażnik. ? powiedział szeptem.

I rzeczywiście. Odziany w skórzany pancerz żołnierz, zmierzał w naszym kierunku, schodząc po małej drabinie. Był to wysoki, mężczyzna o bladej cerze, z włosami i brodą koloru czarnego. Gdy podszedł, zmierzył mnie i mojego towarzysza srogim spojrzeniem, po czym zwrócił się do mnie ze słowami: ?Tutaj wysiadasz. Choć ze mną.?, po czym odwrócił się na pięcie i gestem dłoni kazał podążać za sobą.

Wymieniłem pospiesznie spojrzenie z elfem i ruszyłem za żołnierzem, oddalającym się z każdym krokiem. Przystanąłem, gdy zorientowałem się, że elf szepcze mi coś do ucha? Lepiej rób, co ci karzą. Spojrzałem na współwięźnia z niepokojem. Wpatrywaliśmy się tak w siebie bez słowa, na twarzy elfa malował się smutek. Chyba go nie stracą, pomyślałem sobie w duchu i spojrzałem jeszcze raz na smutnego towarzysza, który usiadł zrezygnowany na podłodze. Usłyszałem nagle za sobą chrząknięcie i odwróciłem się szybko, by ujrzeć zdenerwowaną minę strażnika z założonymi rękoma. Ruszyłem ponownie za nim w kierunku wyjścia, oglądając się jeszcze ten jedyny raz, może ostatni, na ciemnego elfa siedzącego samotnie na końcu ładowni. Spojrzałem teraz w kierunku drabiny, stojącej kilka kroków przede mną. Strażnik gestem dłoni kazał mi wejść piętro wyżej, usłuchałem więc rady ciemnego elfa i wszedłem na drabinę, mimo nie uprzejmego tonu żołnierza.

To piętro nie różniło się specjalnie od poprzedniego, z tym, że na końcu korytarza znajdowała się mała kabina przeznaczona dla kapitana statku. Po wdrapaniu się na piętro, stanąłem by przyjrzeć się postaci czytającej jakieś zwoje w owym pomieszczeniu, gdy obok minął mnie strażnik znowu coś mrucząc pod nosem. Robił dziwnie długie kroki, toteż przyspieszyłem, by go dogonić. Znów ruszyłem za nim i gdy zbliżyliśmy się do drabiny prowadzącej na pokład, usłyszałem kobiecy głos postaci, która zerknęła na mnie znad swoich zwojów. Obróciłem się w kierunku dobiegającego głosu; strażnik stanął obok mnie.

- Im szybciej się stąd wyniesiesz, tym szybciej ruszymy w dalszą drogę ? powiedziała sucho. Przyjrzałem się małemu pomieszczeniu, w którym przebywała i dostrzegłem na jego końcu stół z koszami pełnymi bochenków chleba. Obok niego stały duże zniszczone skrzynie. Dziwiłem się, że wytrzymywały jeszcze ciężar kurzu, jaki na nich zalegał. Mimo, że stała obok miotła, nikt najwyraźniej nie czuł potrzeby pozamiatania korytarzy pod pokładem.

Kobieta odłożyła swoje pergaminy na jedną ze skrzyń, na której stała latarnia oświetlająca pomieszczenie, i zbliżyła się do żołnierza dając mu klucz, do otworzenia klapy prowadzącej na pokład. Kapitanka miała rude włosy i strasznie bladą cerę, przypominała raczej śmierć niźli ?coś żyjącego?, jej fioletowa, zniszczona koszula wystawała spod brązowej bluzki. Spostrzegła mnie, gdy tak rozglądałem się po pomieszczeniu i zirytowana ponagliła, żebym wreszcie ruszył się?. Tak? Czekamy. Powiedziała suchym tonem, gdy poczułem jak ktoś popycha mnie gwałtownie w stronę drabiny prowadzącej na pokład. Usłyszałem za sobą twardy głos strażnika.

- Wyłaź na pokład. Dobrze ci radzę ? nie stawiaj oporu ? słysząc te słowa ?zachęty?, prędko wspiąłem się po drabinie i otworzyłem jednym ruchem ręki klapę. Zmrużyłem oczy, gdy promienie słońca padały na mą twarz. Trzeba teraz przywyknąć, w końcu od kilku dni siedziałem ciągle pod pokładem, Grunt to przyzwyczaić się do światła.

Niepewnie wdrapałem się na pokład i zamknąłem cicho klapę. Ujrzałem ciemnoskórego żołnierza odzianego w ciężki pancerz, wyglądającego przez burtę, najwyraźniej cieszącego się, że nie musi na pełym morzu oglądać ciągle horyzontu. Z całą pewnością, gdy się zorientuje, że już jestem na pokładzie, każe mi zejść po trapie na ląd. Postanowiłem więc się jeszcze przez kilka chwil porozglądać się, przywyknąć do światła słonecznego.

Kilka metrów od statku, stał wielki budynek zwany ?Biurem Spisów i Opodatkowania?, taka budowla stała przeważnie w miastach, w których znajdował się port. Już stąd mogłem dostrzec ludzi poruszająch się po placu miasta. Niedaleko od okrętu, w powietrzu unosiło się wielgachne stworzenie, powszechnie znane w Vvanferfall, zwane łazikami. Przypomniałem sobie, jak niegdyś podróżowałem właśnie na takich stworzeniach z miasta do miasta, omijając dzikie, nieznane tereny, które często mogły okazać się zgubą nieostrożnego podróżnika. Wspaniałe uczucie, usiąść na takim stworzeniu i oglądać z różnych wysokości rozległe krainy. Bardzo szybki sposób przemieszczania się w powietrzu na takich istotach? lepszy niż mozolna wędrówka po nieznanych ziemiach. Trzeba oczywiście mieć, czym zapłacić przewoźnikowi za taką podróż.

Powróciłem do rzeczywistości, słysząc kroki strażnika o ciemnej karnacji i przerzedzonymi czarnymi włosami, zmierzającego w moim kierunku?

- Tutaj wysiadasz. Zejdź na przystań, a żołnierz zaprowadzi cię do Biura Spisów ? powiedział owy strażnik, wskakują ruchem głowy kierunek. Spojrzałem na uzbrojonego mężczyznę na pomoście, najwyraźniej czekającego, aż zejdę na ląd. Kolejny zbrojny, pomyślałem? czułem się jak skazaniec, eskortowany na każdym kroku. Czy nigdzie nie mogę pokazać się bez żołnierzy obok?

Zszedłem pospiesznie po trapie na ląd, przyglądając się fantastycznym krajobrazom na oddalonym brzegu. Już za kilka chwil będę się swobodnie poruszać po tej krainie. Jestem wolną osobą. Czuję już przypływ adrenaliny na myśl, że będę mógł odkrywać tajemnice tych terenów. Zatrzymałem się przed zbrojnym żołnierzem stojącym na pomoście, który przyjrzał mi się uważnie z grobową mina, jakby oceniając, czy nie jestem, aby groźną osobą.

- Jesteś nareszcie! Nie wiemy jeszcze skąd przybywasz? - zaczął strażnik. Trochę mnie to zaskoczyło, myślałem, że będę miał na takie rzeczy odpowiadać w Biurze Spisów, lecz żołnierz jakby wyczytał to z mych oczach ? Świetnie. Będziesz tu pasował. Chodź za mną do biura. Tam wystawią ci potrzebne dokumenty ? tymi słowy pokazał gestem dłoni, drzwi do dużego budynku znajdującego się na końcu pomostu. Ruszyłem w ich kierunku. Tak idąc porządkowałem sobie myśli, na jakie pytania przyjdzie odpowiadać urzędnikom, jakie dokumenty każą mi wypełnić. Postanowiłem ostatecznie oczyścić umysł z tych pytań. O to będę się martwić za tymi drzwiami? stanąłem przed nimi i spojrzałem w prawo na drewnianą furtkę zamkniętą na kłódkę. Słyszałem odgłosy rozmów zza budowli, widocznych przez szpary w furtce. Jeszcze tylko udać się do biura i mam być wolny? myślami przebiegłem po niedalekiej przeszłości, gdy musiałem pracować z innymi w kopalniach jaj Kwama. Obrażany na każdym kroku, smagany batem, poganiany bez przerwy? Musiałem pracować po kilkanaście godzin dziennie w ciemnych korytarzach jaskiń, rozświetlonych blaskiem pochodni. Odpędziłem od siebie te myśli i odwróciłem się, by dostrzec strażnika. Nikogo jednak za mną nie było, owy żołnierz najwyraźniej udał się na statek. Poczułem ulgę, że wreszcie się ode mnie odczepili?

Otworzyłem drzwi Biura Spisów i wszedłem do oświetlonego, bogatego pomieszczenia, gdzie zastałem starego mężczyznę o poczciwym spojrzeniu, w brązowej szacie sięgającej kostek. Na mój widok, uśmiechnął się serdecznie, pogładził siwą brodę i zaproponował gestem dłoni, bym usiadł. Zamknąwszy za sobą drzwi, podszedłem do wolnego, drewnianego krzesła, stojącego przy stole. Spojrzałem na wysoką świecę stojącą na stole, przy piórze w kałamarzu, i oświetlającą całe pomieszczenie. Na blacie stała też taca z butelką i dwoma bogato zdobionymi kielichami. Starzec sięgnął po butelkę i nalał do obu naczyń płyn, po czym podał mi do ręki jeden z kielichów. Spojrzałem podejrzliwie na jego zawartość, zaufałem jednak gospodarzowi i przybliżywszy naczynie do ust, wypiłem jednym haustem jego zawartość do dna.

Starzec ocknął się z zamyślania, stał przez chwilę nieruchomo, jakby śnił? był przez chwilę taki nieobecny.

- Ach, tak! ? zaczął nagle ? Czekaliśmy na ciebie. Przed oficjalnym zwolnieniem musimy cię wpisać do ksiąg. Możemy to zrobić na kilka sposobów, wybór należy do ciebie.

Na stole leżała do góry nogami, w połowie zapisana kartka papieru, która przyciągnęła moją uwagę. Spojrzałem na nią i próbowałem przeczytać wyrazy, gdy starzec sięgnął właśnie po nią.

- Jakie to sposoby? ? zapytałem po chwili.

- Weź te dokumenty i wypełnij je należycie?

Tymi słowy sięgnął po jakąś księgę i wyjął z niej luźno włożony pergamin z herbem cesarskim. Przyjrzałem się ozdobnym literom na dokumencie i wolnym miejscom, które mam uzupełnić. Tak jak się spodziewałem, miałem napisać skąd pochodzę. Dobre pytanie? Nie miałem pojęcia skąd, mieszkałem w tylu miastach, że trudno było wybrać te najważniejsze. Pozostałe pytania były w formie krótkich opisów sytuacji, musiałem napisać, jak bym się w takiej zachował. Śmieszne, pomyślałem, ale wypisałem cokolwiek, byleby mnie szybciej wypuszczono. Nie zniósłbym kolejnych dni na okręcie, w ciasnej ładowni, lub w mrocznej kopalni, harując dziesiątki godzin. Ostatnie pytania tyczyły się mojej znajomości walki. Sięgnąłem pamięcią odległych czasów, nim pojmali mnie żołnierze Cesarstwa, gdy to specjalizowałem się w łucznictwie i walce na miecze? Nie jestem pewien, czy byłbym po tylu latach w stanie tak dobrze władać orężem jak kiedyś.

Podałem wypełniony dokument starszemu mężczyźnie, który przeleciał szybko wzrokiem po zapisanych rubrykach. Skorzystałem z okazji i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Przy ścianie stał duży, intarsjowany kredens, na którym stały ozdobne, srebrne tace i kielichy. Obok, przy drugich drzwiach stał kolejny odziany w kirys żołnierz, przyglądający mi się bacznie.

- Znakomicie. Poprzedzający cię list wspomina coś o twoim znaku zodiaku. Co to za znak, jeśli można wiedzieć? ? spytał nagle starzec.

Nie miałem pojęcia, jakie w Vvanderfall są znaki zodiaku. Miałem jednak nadzieję, że nie różniły się one zbytnio od tych, których używano w krainach poza Morrowind. Cień odpowiedziałem, mając nadzieję, że urzędnik będzie znał ten znak. Ku mojej uldze, starzec uśmiechnął się, po czym odwrócił pergamin, który przed chwilą wypełniłem, i na odwrotnej stronie wpisał mój znak zodiaku. Czemu nie wpadłem na to, by owy pergamin odwrócić? Nieważne? Ciekawe, o co mnie jeszcze zapyta i kiedy będę mógł wyjść na wolność? Nie miałem pojęcia, czemu tak nagle, w środku nocy, w kopalni jaj Kwama mnie obudzono i pospiesznie załadowano na statek, ani dlaczego bez słowa wyjaśnienia są gotowi mnie uwolnić w tej krainie. Liczyło się teraz tylko jedno? po latach ciężkiej pracy? latach, które wydawały mi się wiecznością, latach, które były dla mnie istnym piekłem? miałem być wolny?

- Hmm. To ciekawe. Zanim wystawię pieczęć, przejrzyj te dane jeszcze raz, dobrze? ? staruszek podał mi ponownie owy zwój z uprzejmą miną, lecz je gestem dłoni odmówiłem. Byłem pewny, że dobrze wszystko wypełniłem? a nawet, jeśli się coś nie zgadzało, nikt nie będzie tego sprawdzać. Moja przeszłość jest pogrzebana, a ja będę teraz żyć nowym życiem? - Wychodząc stąd, pokaż te dokumenty kapitanowi ? już mniej życzliwym tonem, dodał urzędnik, po czym przystawił pieczęć pod dokument i podpisał się.

Sięgnąłem po pergamin, zwinąłem go i powstawszy, ruszyłem w kierunku strażnika, który pospiesznie wyjął klucz i odkluczył drzwi przede mną, mówiąc: ?Przejdź do drugiego budynku i porozmawiaj z Sellusem Graviusem?.

Otworzył drzwi na mały korytarz, na którego końcu było zejście do piwniczki, na prawo zaś jadalnia. Wszedłem do niej i zorientowałem się, że w jestem w niej sam, że nie śledzą mnie oczy żadnych żołnierzy. Zebrałem szybko myśli i rozwinąwszy dokument, przyjrzałem się czerwonej pieczęci z godłem Cesarskim. Dziwny zawiły, trudny do podrobienia symbol, pomyślałem? nawet trudno powiedzieć, co przedstawiał? Poszukałem wzrokiem drugiego wyjścia z budynku. Znajdowały się tuż obok wejścia do tej jadalni. Ominąłem zastawiony stół i szafkę z półkami, na których stały naczynia i sztućce.

Otworzyłem drzwi i wyszedłem na bardzo mały, otoczony wysokim murem podwórzec. Nie było tu właściwie nic, prócz drewnianej beczki i drzwi do kolejnego budynku. Wysoki kamiennym mur o dosyć gładkich ścianach, uniemożliwiał wdrapanie się nań. Co czeka mnie za kolejnymi drzwiami? Przyjrzałem się beczce. Ciekawy jej zawartości, podszedłem do niej z nadzieją, że nikt mnie przez ten mur nie widzi, i otworzyłem pokrywę. Przyglądałem się przez chwilę ciemności w beczce, po czym sięgnąwszy do środka, wymacałem jakiś mały przedmiot. Chwyciłem go w dwa palce i wyciągnąłem. Pierścień? przyjrzałem się mu dokładniej? miał jakieś dziwne symbole? Szkoda, że nie miałem pojęcia o magicznych pierścieniach, a ten był z pewnością magiczny. Takie runiczne symbole nie widnieją na byle, jakim pierścieniu. Schowałem przedmiot do kieszeni spodni i podszedłem do drzwi. Możliwe, że za nimi spotkam owego kapitana, któremu mam dać dokumenty.

Chwyciłem już klamkę, gdy ktoś ją nacisnął z wewnętrznej strony i otworzył, ku mojemu zaskoczeniu, drzwi. Stanął w nich wysoki mężczyzna w złotej, bogatej zbroi i złotych nagolennikach. Przyglądał mi się z pysznym spojrzeniem, odsuwając się i dając mi wejść. Nie podobała mi się jego mina, czułem, że spotkanie to będzie jedną z mniej przyjemnych rzeczy, jakie mnie dzisiaj spotkały.

- Jestem Sellus Gravius. Witaj. A teraz szybko, nie owijając w bawełnę? proszę usiądź i słuchaj? - powiedział mężczyzna. Zaskoczyła mnie jego szybka wypowiedź, pogubiłem się w niej, ale wolałem nie prosić, o go o powtórzenie słów. Nie usiadłem na krześle. Skoro już tak szybko przeszedł do tematu, na pewno szybko skończy to, co ma mi to powiedzenia? przynajmniej miałem taką nadzieję? Sellus kontynuował - Ten pakiet został dostarczony wraz z informacjami o twym przybyciu. Zanieś go człowiekowi nazwiskiem Caius Cosades w mieście Balmora. Idź do oberży Przy Południowym Murze i spytaj, gdzie jest Caius Cosades -- będą wiedzieli, gdzie go szukać. Służ mu jak samemu Cesarzowi. Mam też list adresowany do ciebie i przekaz pieniężny na twoje nazwisko ? tymi słowy dał do ręki sakwę z pieniędzmi. Próbowałem nadążyć za jego szybkim tempem mówienia, równocześnie zrozumieć to, co w ogóle do mnie mówi. ? to mówiąc, sięgnął po leżącą na stole paczkę.

- Kradzież, naruszenie własności, napaść, morderstwo i zniewaga stanowią poważne przestępstwa; karą za ich popełnienie jest rekompensata finansowa lub pobyt w obozie pracy ? kontynuował dowódca, zdawało się, jakby całej tej przemowy uczył się na pamięć ? Jeśli popełnisz przestępstwo, oddaj się w ręce władzy, reprezentowanej przez Straż, i zapłać grzywnę. Jeśli nie masz wystarczająco dużo złota, trafisz do obozu pracy. Wierz mi, nie chcesz trafić do obozu pracy? - nie musiał mi tego przypominać. Od razu sobie przypomniałem katusze, jakich doświadczyłem w kopalniach? ciarki mnie przeszły, gdy ponownie to sobie wyobraziłem. ? Na zakończenie, dodam coś o naszym cesarzu? - dodał po chwili żołnierz.

Nie spodziewałem się, że coś z tego z mówi, utkwi mi na długo w pamięci. Zdałem sobie sprawę tylko z tego, że w Morrowind nie będzie łatwo. Mimo, że zasady twarde jak w innych krainach. Sellus Gravius odchrząknął nagle i ciągnął swoją wypowiedź? - Taaak? - przeciągnął dziwnie, jakby domyślił się, że nie mam pojęcia, kto jest obecnie cesarzem - Uriel Septim nadal jest Cesarzem. Według jego osobistych rozkazów miano cię zwolnić z więzienia i przetransportować tutaj. To wszystko bardzo tajemnicze. Ale tak już funkcjonuje Cesarstwo Tamriel. Cisza i tajemniczość - niech lewa ręka nie wie, co robi prawa. Wiesz już wszystko, co miałem ci przekazać. A teraz ruszaj!

Pokazał mi ręką kolejne drzwi, tuż naprzeciwko tych, którymi wszedłem. Miałem nadzieję, że będą to ostatnie drzwi, które zobaczą dzisiaj. Podszedłem do nich i wyszedłem na zewnątrz.

Stałem tak przez chwilę, wpatrując się w mieszkańców chodzących po placu, rozmawiających ze sobą. Zdałem sobie znowu sprawę z faktu, że już nie jestem więźniem? Czas rozpocząć nowe życie, wszystko rozpocząć od nowa w tej fantastycznej, pełnej tajemnic krainie. Rozglądałem się tak szczęśliwy, że pogrzebałem na zawsze bolesną przeszłość, że czułem się jakby nowo narodzony. A jak tu się nie być szczęśliwym? Jestem wolny?

Khelben Arunsun


Ostatnia modyfikacja: 2011-08-24 15:43:31