Zaloguj się lub Zarejestruj za darmo

Wampirze Łzy cz. II

Jego ręka drżała, gdy zbliżał ją do potężnego artefaktu. Był bardzo wzruszony, czekał na tą chwile od wielu lat. To była szansa dla jego ludu. Nie będą już więcej musieli obawiać się plądrowań, najazdów i porwań. Wystarczyło wyciągnąć rękę by zmienić los ludzi z wiosek Ghaji. Wtedy coś odwróciło jego uwagę. Spojrzał za siebie i zobaczył przerażoną minę młodego bretońskiego żołnierza, który podążał za dowódcą by chronić go przed atakiem z tyłu. Aurelius pamiętał jak sam namawiał ojca chłopca by ten pozwolił mu się zaciągnąć. Wiedział, że jest dobrym materiałem na żołnierza. Jednak nie to było w tym momencie ważne. Podążając za wzrokiem młodego rekruta Aurelius zauważył martwy kadłub Zamberi. Jednak odcięta głowa nie miała już zdziwionej miny. Ciało czarownicy rozpłynęło się we mgle, a dowódca usłyszał koło siebie cichy niemiły śmiech. Nagle czyjaś ręka szybkim ruchem chwyciła Laskę. Dowódca zorientował się, że dał się nabrać. Czarownica musiała posłużyć się magią by go zmylić tworząc iluzję własnej osoby. Zamberi chwyciła laskę obiema rękoma, i szybkim ruchem wyskoczyła w powietrze. Dowódca ruszył wściekle na czarownice, która na chwilę zawisła nad polem bitwy. Spadając wykonała złożony ruch laską, szepcząc mroczne zaklęcie. Nim wojownik do niej dotarł ta wytworzyła wokół siebie kulę niebieskiej energii. Pole powiększało się w zastraszającym tempie niszcząc skały i wznosząc kłęby dymu. Wtedy dowódca armii znalazł się w jego zasięgu. Przystanął, po czym wyparował z okropnym wrzaskiem. Przed śmiercią zdążył jeszcze zauważyć, jak młody żołnierz rzuca się do ucieczki by nie skończyć jak jego dowódca.



***



- AAAAH - obudził się spocony Larano...
- Co się stało chłopcze? - zapytał Surielius, który zdawał się czuwać od momentu kiedy przybyli do jaskini.
- Nieważne, głupie sny... a ty nigdy nie śpisz?
- Dla mnie sen jest przekleństwem - powiedział po chwili zastanowienia wampir - dręczą mnie okropne koszmary, wspomnienia...przypomina mi się każda moja ofiara, przerażenie w jej oczach... - opuścił głowę - zresztą i tak sen nie jest dla mnie odpoczynkiem, nie zregeneruje się śpiąc tak jak to robi większość śmiertelnych...
- To musi być straszne...
- Twoje sny... - wampir chciał zmienić temat - Mogą być kluczem przypomnienia sobie przeszłości. Opowiedz mi.
- Mój sen? Nie wiem ale wydaje mi się, że to mogło się naprawdę wydarzyć. Jestem żołnierzem, który bierze udział w jakiejś bitwie. Wroga jest więcej, ale nam się wszystko udaje. Chcemy coś zdobyć. Ten przedmiot jest wbity w ziemię za wojskiem przeciwnika. Nasz dowódca idzie po to i zabija jakąś czarownice. Ale wszystko dzieje się zbyt gładko. On podchodzi do tego przedmiotu a ja jestem za nim, żeby chronić go przed atakiem z tyłu. I wtedy pojawia się z powrotem czarownica. Tak naprawdę nie zginęła. Bawiła się z nami przez całą bitwę. Dawała nam wygrać, żeby zniszczyć nas, gdy wydawało się, że już wygraliśmy. Ostatnie, co widzę to pełna bólu twarz dowódcy i jego okropny krzyk, gdy ginie palony przez czarownicę... A ty... Nie brakuje ci snu?
- Nawet nie wiesz jak piękna jest noc... - odpowiedział po chwili namysłu Surielius - cicha, spokojna, tajemnicza... słychać tylko delikatne dźwięki nocnych stworzeń, które umykają z respektem intuicyjnie wyczuwając wyższość... A póki, co jest dzień, ja nie mogę wyjść, ty sprawdź jak wygląda sytuacja na dworze. Tylko nie odchodź zbyt daleko. Twój były właściciel na pewno cię szuka a ja nie mogę ci pomóc dopóki słońce nie zajdzie.
Ostatnie słowa wampir wypowiedział z dziwną nutą. Larano musiał o tym pomyśleć. Bo wampir tak naprawdę nie lubił już nocy. Nie cierpiał jej. Słowa, które wypowiedział o nocy pochodziły od osoby, którą był kiedyś. Wciąż bał się otworzyć przed chłopcem. Larano ocenił, że jest już godzina dwunasta a jego żołądek dopominał się jedzenia. Po paru krokach w lesie zauważył, że jego nowy towarzysz nie spędził jednak całej nocy w jaskini. Ten alit nie był dostatecznie szybki by uciec przed drapieżnikiem. Wampir prawdopodobnie będzie dzisiejszego wieczora w pełni sił.
- Zjadłem trochę malin i napiłem się wody ze strumienia - powiedział Larano wchodząc z powrotem do jaskini.
- Dzisiaj w nocy wyruszymy do Galom Daeus. Nie mam wyboru musze cię zabrać ze sobą. Opóźnisz znacznie moją podróż ale nie widzę innej możliwości. Potrzebuję twojej... pomocy.
Słowa te były dla wampira dużym ciężarem. Wampiry nie miałem w zwyczaju z kimkolwiek się bratać a już tym bardziej prosić kogoś o pomoc.
- Chętnie ci pomogę ale nie wiem czy jestem w stanie walczyć z wampirem. Moje umiejętności mogą nie być wystarczające by stanąć do walki z twoimi braćmi. Nie mam nawet żadnej broni nie mówiąc już o zbroi.
- Wiem o tym. W tej sprawie również podjąłem decyzję. W czasie naszej podróży będę starał się ciebie szkolić. Nauczę cię pewnych sztuczek znanych tylko wampirom. Co prawda wiele naszych sił i zdolności wynika z naszej innej natury, ale część rzeczy może poznać nawet zwykły śmiertelnik. Oczywiście głównym moim celem będzie nauka posługiwania się mieczem.
Surielius okazał się świetnym nauczycielem, tak samo jak Larano pojętnym uczniem. Szybko opanował podstawowe ciosy i bloki ostrzem, co przychodziło mu z zadziwiającą łatwością, tak jakby już kiedyś podejmował nauki w tym fachu. Nocą wampir pouczał i obserwował postępy młodzieńca, podczas gdy za dnia, kiedy Surielius przebywał w kryjówkach, Larano sam doskonalił swoje umiejętności. W związku z tym chłopak mało spał i wykorzystywał każdą nadarzającą się chwilę na odrobinę snu.
- Teraz lepiej połóż się spać. Za kilka godzin zajdzie słońce a przed nami długa droga. - Powiedział wampir a Larano położył się zmęczony na zimnej podłodze. Marzył tylko o chwili snu. Domyślił się, że droga, którą wybrał wcale nie będzie prosta. Zasnął nie zdążając nawet pomyśleć o tym ile może stracić na podróży do siedziby wampirów.
- Obudź się chłopcze. Słońce już zaszło. Nie warto marnować czasu. Mam coś dla ciebie, ale dam ci to dopiero jak dojdziemy do następnej kryjówki - oznajmił wampir z chytrym uśmiechem.
Chłopak trochę oszołomiony nagłym przerwaniem snu przez chwilę nie wiedział co się dzieje jednak po chwili posłusznie wykonał polecenie Surieliusa. Wstał i ruszył za swoim nauczycielem. Maszerowali wśród zielonych łąk obszaru nazwanego przez mieszkańców po prostu Pastwiskami, po których cicho przemykały małe nocne zwierzęta, burząc delikatnymi szelestami mroczną ciszę nocy. Jednakże po kilku godzinach wędrówki bujne polany zaczęły ustępować miejsca martwym, pustym i szarym obszarom. Gdzieniegdzie dało się zauważyć uschnięte i połamane drzewa.
- Co tu się stało? Dlaczego nie ma tu już tych łąk przez które przechodziliśmy? Tu jest tak pusto i strasznie... - Zapytał w końcu zmieszany Larano.
- To region zwany Molag Amur. Od lat jest zasypywany popiołami wypluwanymi przez wulkan górujący nad krajobrazem. Dlatego wygląda jak wygląda. Jesteśmy już dość blisko Galom Daeus. Taki wygląd tej krainy nigdy nam, wampirom, nie przeszkadzał. To, że był trochę niegościnny i niewielu udawało się w te strony działało nawet na naszą korzyść. Najbliższe miasta są daleko stąd, co nie przysparzało nam wielu nieproszonych gości. Ale schowajmy się już, nadchodzi świt.
Po czym weszli do małej jaskini i starannie ukryli wejście kamieniami i, tak ubogą w tych stronach, roślinnością.
- Oto prezent, który ci obiecałem chłopcze. - odezwał się Surielius i widząc iskrę w oku młodzieńca dłużej nie ukrywał przed nim podarunku. Zza swej szaty wyciągnął miecz i tarczę - To dla ciebie, to kościana tarcza i chitynowy miecz, może nie jest to świetna broń, jest za to zaczarowana, miecz przy każdym trafieniu przeciwnika spowoduje u niego krótkotrwałe obrażenia spowodowane magiczną trucizną. Natomiast tarcza poprawia twą szybkość, która będzie ważna w starciu z dużo szybszym od ciebie wampirem. To najlepsza broń jaką mogłem w tak krótkim czasie znaleźć... A teraz śpij chłopcze, to nasz ostatni spokojny spoczynek...

Ostatnia modyfikacja: 2011-04-30 00:00:00